19 lipca

Ahoj!!! Mieliśmy nadzieję, że po przetarciu oczu zobaczymy błękit nieba, a przynajmniej nie będzie padał deszcz. Niestety pomyliliśmy się. Znowu pada. No ale nie ma co narzekać. Po zajęciach językowych ruszyliśmy na świetlicę żeby skryć się przed deszczem. Ale nie marudziliśmy i okazało się, że było całkiem fajnie.

Najpierw były kalambury. Potem Nasz James odkrył przed nami swoje talenty muzyczne i taneczne! Było super!

Uwaga! Uwaga! Od 14.oo przestało padać. Ruszyliśmy więc po południu do Wolsztyna. Tam był oczywiście mały shopping!

A wieczór to czas przygotowań do naszych prezentacji anglojęzycznych. Ale to dopiero w sobotę!

Tymczasem nadszedł wieczór i chciałoby się zaśpiewać „Już późno a nam się wcale nie chce spać”.

20 lipca

CAŁY DZIEŃ PLAŻA!!! Tak, tak…to nie żart. Słońce dzisiaj prażyło. Zaraz po zakończeniu zajęć językowych ruszyliśmy na plażę. I siedzieliśmy tam aż do kolacji. Oczywiście była przerwa na obiad. W końcu mogliśmy poszaleć na piasku i w wodzie do woli! Ile dusza zapragnie. Pograliśmy w siatkę, pograliśmy w scrabble lub państwa i miasta. Oczywiście wersja anglojęzyczna.

Po kolacji rozegraliśmy finały w Cymbergaja. I oczywiście co było jeszcze? MAFIA!!!!

Tymczasem dobrej nocy!

18 lipca

Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy tradycyjnie od śniadania. Niestety pogoda nie była dla nas łaskawa. Odkąd wyszliśmy na świeże cały czas padało. Żeby było jasne padało tak cały dzień. Przez ten deszcz nikomu nie chciało się wystawić nosa poza obręb naszych apartamentów. Ale nasze puste brzuszki wołały JEŚĆ, JESĆ! Po śniadaniu szybkie ogarnięcie pokoi bo TsiTsi już czaiła się z testem białej rękawiczki.

W związku z tym, że z nieba lały się strugi deszczu  nasze zajęcia musieliśmy ograniczyć do zajęć pod zadaszeniem. Oczywiście na początek zajęcia językowe. Po nich zabawy integracyjne. Po nich obiad. A na talerzu pyszny schaboszczak… a na deser domowa szarlotka. Pychotka!

Po obiedzie znowu musieliśmy schować się przed deszczem. Ale znowu daliśmy radę. Jedni grali w scrabble, inni w mafię a jeszcze inni trenowali przed turniejem ping – ponga. Niektórzy szykują swoje końcowe prezentacje.

Czas wieczorny spędziliśmy na rywalizacjach sportowych w cymbergaja i ping ponga.

Zmęczeni pogodą ruszyliśmy lulu.

Mamy nadzieję, że słońce pojawi się już niedługo nad Karpickiem.

 

17 lipca

Przywitało nas szare niebo. prognozy pogody na dzisiejszy dzień też nie są optymistyczne. Jakoś  damy radę….

Lekcje angielskiego są coraz bardziej intensywne. W rzeczywistości oznacza to, że już niedługo będziemy żegnać się z obozowym życiem.

Póki jeszcze deszcz  nie rozpadał się, poszliśmy naszymi wrzaskami odstraszać komary i kleszcze do lasu. Oczywiście był  to czas na Capture the Flag. No, trzeba przyznać, że dzielnie broniliśmy naszego terytorium przed obcą drużyną. Przy okazji meldujemy posłusznie, ze żaden OBCY z nami, ani na naszej odzieży wierzchniej nie przekroczył terenu obozu. Czyli kleszcz żaden nie odważył się nas zaatakować! Nasi górą.

Z pustymi żołądkami ruszyliśmy na obiad. Mniam, mniam…zupa grzybowa z makaronem. Po krótkiej sieście ruszyliśmy do Wolsztyna. Tam mieliśmy zaplanowaną imprezę na kręglach! No cóż…W trakcie drogi niebo zaczęło intensywnie płakać…i tak płakało aż do późnych godzin nocnych.

Chyba powinniśmy zanucić z Czerwonymi Gitarami „Cięgle pada….A ja chodzę nie przejmując się ulewą ani spiesząc…”

Niestety nie było mowy, żebyśmy wieczór spędzili na świeżym powietrzu. Cały czas padał deszcz. W związku z tym uruchomiliśmy plan B.

kto czyta uważnie naszego bloga, ten się powinien domyślić, że naszą ulubioną zabawą towarzyską jest MAFIA! Tak więc było dużo śmiechu! Tymczasem zbieramy siły na następny dzień.

Kolorowych snów!

P.S.

W związku z pogodą internet nam odmawia posłuszeństwa! Dlatego nastąpiły trudności z umieszczeniem zdjęć.

Z góry przepraszamy drodzy Czytelnicy!

Aktualizacja:

 

 

 

 

16 lipca

Kolejny dzień za nami. Dzisiaj pogoda znowu dopisała. Poranek tradycyjnie rozpoczęliśmy od rozgrzewki. Później śniadanie, sprzątanie i zajęcia językowe. Na zajęciach zaczęliśmy przygotowania do końcowych przedstawień. Musimy przygotować scenariusz, rozdzielić role. Zaczyna być ekscytująco.

Korzystając z bezchmurnego nieba do obiadu plażowaliśmy się. Było super. Po obiedzie i sieście z powrotem ruszyliśmy na plażę. Korzystamy z każdego promyka słońca, bo niestety prognozy pogody nie są optymistyczne dla naszego regionu.

Po kolacji większością głosów zdecydowaliśmy na nasza ulubioną grę w MAFIĘ. Ale była cisza na ośrodku!!! Nikt nie ganiał i nie wrzeszczał. Wszystkich pochłonął świat zagadek kryminalnych.

Pora iść do pokoi i przygotować się do snu.

Pa! Pa!

15 lipca

Witajcie! Pogoda nam dzisiaj sprzyjała. Od rana dopisywały nam świetne humory. Po śniadaniu szybkie wyrzucenie kurzu z naszych pokoi tak aby nasza TsiTsi nie miała powodów do obniżenia punktacji. Później, korzystając okazji, że po mszy św. znajdowaliśmy się w centrum Wolsztyna ruszyliśmy na małe, krótkie zakupy. W końcu przyszedł czas na plażowanie. Tym razem okupowaliśmy plażę w Wolsztynie.. Każdy z nas czymś się zajął. Na zmianę opalaliśmy się i kąpaliśmy. Jeszcze inni pogrążeni byli w swoich telefonach…no tak sms do rodziców, do dziadków i do znajomych. Jeszcze inni konwersowali z naszymi lektorami. Pora obiadowa szybko nastała, więc czas było wracać.

Po obfitym obiedzie poszliśmy do pokoi nabierać sił na popołudniowe plażowanie.

Po południu rozegraliśmy na plaży w Karpicku mecz siatkówki plażowej. Oczywiście znowu był plażing, smażing i kapiel w jeziorze.

Wieczorem kolejny raz obozowe kino…tym razem wieczór z horrorem.

W doskonałych humorach rozeszliśmy się do swoich pokoi aby oddać się w objęcia Morfeusza.

 

14 lipca

Dziś za nami mocno kreatywny dzień. Zaczęło się dość pospolicie.  Pobudka, toaleta, śniadanie, kontrola czystości. Wbrew wcześniejszej prognozie pogody na niebie pojawiło się słońce.  Dlatego przed południem spędziliśmy czas nad jeziorem. Oczywiście był plażing i smażing. Nie obyło się oczywiście bez kąpieli w jeziorze. Cały czas  Tsitsi, James i Chris konwersują           z nami w języku angielskim. Czy oni nie znają języka polskiego? Hmmmm!!!!! Przed obiadem uzupełniliśmy nasze zapasy w Big Shop! Po obiedzie krótka siesta i zaczęło się kreatywne popołudnie. Dostaliśmy jakieś dziwne przedmioty i mieliśmy przygotować reklamę TV tych dziwadeł (oczywiście, żeby było trudniej, to w języku angielskim). oj, musieliśmy się mocno nagłówkować z tym zadaniem. Czacha dymiła. Ale efekty były mega! Jednak jesteśmy mega zdolnymi dzieciakami! I nie ma zadania, którego byśmy nie wykonali!

Przyszedł czas na kolacje. I tu mała niespodzianka. Zamiast tradycyjnej kolacji mieliśmy grilla. Karczek, kiełabaska, kaszaneczka! Do tego ogórek kiszony. Mniam mniam!

Z pełnymi brzuszkami mogliśmy dalej działać. Poszliśmy wspólnie pograć w mafię. To idealna zabawa dla przyszłych detektywów, negocjatorów i tych, którzy mają świetna intuicję. Jednym słowem dla NAS!.

Tak wciągnęliśmy się, że nie zauważyliśmy, że nastała cisza nocna.

W takim razie DOBRANOC!

 

13 lipca

Witajcie w ten piękny, słoneczny poranek. 13 i piątek to szczęścia początek!!!  No tak.. Dzień jak co dzień. Pobudka, toaleta, śniadanie. Śniadanie jak zwykle urozmaicone, choć jak zwykle największe wzięcie miały kulki czekoladowe z mlekiem! Pychota!

Pełni energii zabraliśmy się za sprzątanie pokoi.  Tsitsi jest nieugięta i codziennie sprawdza nam czystość pokoi. Potem lekcja! Szlifujemy nasze umiejętności językowe, aż iskry lecą.

Niestety słońce gdzieś schowało się za chmurami, więc z plażowania musieliśmy zrezygnować. Jednak plan awaryjny był przygotowany i ruszyliśmy w sportowe szranki.  Ojjj…dużo było emocji i śmiechu! O kolejne punkty dla naszych drużyn walczyliśmy z dużą determinacją. Niestety naszą zabawę popsuł deszcz. No i się zaczęło… Chmury na niebie nie wróżyły niczego dobrego. Lało do samego wieczora, grzmiało i waliło piorunami. Na żadną aktywność na świeżym powietrzu nie było szans.

Nic nam nie pozostało jak po kolacji wspólnie spędzić czas w naszym obozowym kinie. Dzisiaj oglądaliśmy Herkulesa. Oczywiście wersja anglojęzyczna.

I przyszła pora na ciszę nocną. Oczywiście przed nią toaleta, obozowe ploteczki, rozmowy z Wami kochani Rodzice!

Tymczasem do jutra! Niestety, prognoza pogody nie jest optymistyczna.

P.S. Z dnia dzisiejszego zdjęć nie będzie. Niestety PIĄTEK 13!!!

12 lipca

Hejo! Pochmurne niebo przywitało nas na dzień dobry! Pobudka, poranna toaleta i biegiem na śniadanie. Po powrocie oczywiście sprzątanie pokoi, żeby test białej rękawiczki wyszedł jak najlepiej. Po stałym punkcie dnia czyli lekcji angielskiego rozpoczęliśmy nasze drużynowe zawody. Okazało się, że tak proste rekwizyty jak piłka, kubek z wodą czy papier toaletowy dają wiele możliwości. Emocji było co nie miara. Duch sportowy jest z nami.

Po obiedzie odbył się Karpicko’s Talent Show. Mimo, że mieliśmy lekką tremę to czas upłynął nam szybko i w przyjaznej atmosferze. Podzieliliśmy się tam swoimi talentami i pasjami. Wśród nas byłi muzycy, wokaliści, iluzjoniści, strażnicy ciszy (haha…brzmi tajemniczo? Moglismy też zobaczyć imponujący pokaz układania kostki Rubika. Ach…ale mamy zdolną młodzież! Gatulujemy wszystkim artystom!!!

Po kolacji odbyły się zawody Cymbergaja. Znowu duch walki nam towarzyszył. Nawet nie spostrzegliśmy, że powoli nadszedł zmierzch a to był znak, że przyszedł czas przygotowań do ciszy nocnej.

Spokojnej nocy!

 

 

11 lipca

Witajcie! Pewnie jesteście ciekawi co dzisiaj robiliśmy?! No cóż…  ! Pogoda w dalszym ciągu kapryśna ale to nam w niczym nie przeszkadzało.

Pobudka, toaleta i pożywne śniadanie. Potem szybkie omiatanie naszych pokoi, tak żeby TsiTsi nie miała uwag do czystości naszych pokoi. Obowiązkowo lekcja angielskiego.

Po lekcji nasi kreatywni wychowawcy wpadli na wspaniały pomysł. Zostaliśmy podzieleni w pary dziewczęco – chłopięce. Każda dziewczyna miała ubrać swojego partnera w jak największą ilość ubrań jednego koloru. No wiecie…dziewczyny miały jedynie babskie ciuchy….No więc efekty były baaardzo ciekawe. Mimo zachmurzonego nieba bawiliśmy się super!

Po południu ruszyliśmy do Wolsztyna oddając się

Po kolacji czas był iście mundialowy. Tak, tak…na dużym ekranie mogliśmy oglądać mecz Anglia – Chorwacja. Wszyscy kibicowaliśmy swoim faworytom. Hmmm  …ciekawe dlaczego James tak posmutniał?

Tyle na dzisiaj od nas!

Dobranoc!